Fryzjerzy w Opolu. Włos trzeba wytresować. | Juran ART Company

Fryzjerzy w Opolu. Włos trzeba wytresować.

Komunikat o błędzie

  • Deprecated function: Methods with the same name as their class will not be constructors in a future version of PHP; views_display has a deprecated constructor w require_once() (linia 3190 z /home/wedding/domains/juranart.com/public_html/hairstudio/includes/bootstrap.inc).
  • Deprecated function: Methods with the same name as their class will not be constructors in a future version of PHP; views_many_to_one_helper has a deprecated constructor w require_once() (linia 127 z /home/wedding/domains/juranart.com/public_html/hairstudio/sites/all/modules/ctools/ctools.module).

Fryzjerzy w Opolu. Włos trzeba wytresować!

informacja z NTO Dodano: 22 maja 2011, 16:00 Autor: Ewa Bilicka 

Aby zrobić szałową fryzurę, hitowe cięcie oraz topową koloryzację – nie idziesz już do fryzjera, ale do stylisty. Kto ma szczęście i znajomości, może trafić na dyrektora artystycznego fryzjerskiego atelier. W Opolu jest kilka takich miejsc.

Anna Zenkovska przyjechała do Opola z Ukrainy. Tam fryzjer ma jeszcze większy prestiż niż u nas, ale mniejsze możliwości rozwoju.
 
Najlepszy jest taki klient, który obdarzy stylistę pełnym zaufaniem i pozwoli mu robić, co tylko zechce. Bo stylista i art-dyrektor ma wizję, a głowa klienta służy do jej realizacji.
 
Jak powstaje wizja fryzury? – Czekam na pomysł i natchnienie – mówi Anna Zenovska, stylistka fryzur pochodząca z Ukrainy, a pracująca od roku w Opolu. Potem rysuję fryzurę na kartce, szkicuję detale, jakie można wykonać z włosów: woalki, kwiaty, wszelkie ozdoby. Wreszcie - pracuję z modelką...
 
Skomplikowane fryzury wykonuję w dwie, trzy godziny. Na mistrzostwach mam na to niecałe pół godziny.
 
Płacisz za renomę
 
Beata Berendowicz z Opola jest art-dyrektorem znanej w kraju sieci salonów Berendowicz-Kublin oraz Academy of Hair Design. Sesje fotograficzne z kolekcji Berendowicz&Kublin ukazują się w "Twoim Stylu”, "Vivie”, "Glamour”, "Cosmopolitanie”. Firma związana jest z takimi przedsięwzięciami estradowymi, modowymi i telewizyjnymi jak KFPP, Taniec z Gwiazdami.
 
– Jestem odpowiedzialna za wizje artystyczne kolejnych kolekcji fryzur – wyjaśnia Beata Berendowicz. – Jesteśmy przede wszystkim ośrodkiem szkoleniowym. Przyjeżdżają do nas uczyć się ludzie z Anglii, Irlandii, Słowacji... Nie znaleźliby mnie w necie, gdybym nazywała się: fryzjerski ośrodek szkoleniowy. Academy of Hair Designe – znajdą.
 
Cena strzyżenia w salonie Berendowicz-Kublin zaczyna się od 75 zł (z modelowaniem). Szefowa sama zaczynała jako fryzjerka w salonie "Beata”, ale teraz wykonuje usługi sporadycznie: – Robię to, by nie tracić kontaktu z zawodem, dla przyjemności, dla znanych od dawna i zaprzyjaźnionych klientów – mówi.
 
Na strzyżenie u pani Beaty trzeba wydać dwa razy więcej niż u jej pracownic. Tak w Polsce płaci się za obcięcie włosów renomowanym polskim stylistom z pierwszych stron gazet.
 
Dla porównania – za ścięcie w prowincjonalnym salonie, gdzieś na wsi płaci się 20 złotych.
W cenie skalkulowane są: umiejętności, wiedza, jakość – mówi Beata Berendowicz. – Także to, że klienta wita uśmiechnięta recepcjonistka, a nie zabiegana fryzjerka. Klient ma podaną kawę lub herbatę oraz świeże gazety.
 
W Polsce fryzjerzy-artyści są celebrytami, bohaterami kolorowych czasopism, występują jako przyjaciele gwiazd, sami nimi się stają. Na sesjach fotograficznych pokazują nie tylko kolekcje fryzur. We wnętrzarskich pismach coraz częściej można podziwiać mieszkania, a nawet rezydencje należące do właścicieli salonów fryzjerskich.
 
Nazwisko Jagy Hupało, jednej z czołowych polskich stylistek fryzur, znalazło się na liście najbardziej wpływowych Polek magazynu "Elle”. Konkurencję robi jej inny stylista fryzur, Leszek Czajka. Jego salony w Warszawie to nie salony - tylko atelier, a za samą indywidualną konsultację (bez strzyżenia!) trzeba zapłacić u pana Leszka 100 zł – wedle oficjalnego cennika.
 
To są normalne rzeczy na Zachodzie, a Polska przecież zachłysnęła się zachodnimi rozwiązaniami – mówi Beata Berendowicz.
Układ z gwiazdami
 
Fryzjerzy mają też swoje prywatne aleje gwiazd – kolekcje słynnych osób (np. galerie na ścianach), które korzystały z ich usług. Taka ściana jest m.in. w opolskim salonie de Legge. Jolanta Pieńkowska, Krzysztof Krawczyk, Michał Wiśniewski – to tylko niektóre twarze ze ściany.
 
– Czeszemy ich przy okazji koncertów czy innych imprez. Nie robimy tego za darmo, bo te osoby nie życzą sobie aż takiej ulgi – mówi menedżer salonu Przemysław Łyszczarczyk. – Godzą się na promocyjne ceny, no i dają sute napiwki. Dla nas to zaszczyt – móc się szczycić taką klientelą.
 
Styliści spod znaku Berendowicz&Kublin i sama pani Beata współpracowali z Małgorzatą Foremniak, Ewą Kuklińską, Zbigniewem Wodeckim ("Jego burza włosów jest jak najbardziej naturalna!” – mówi pani Beata), Edytą Geppert. – Te osoby wspominam miło, to profesjonaliści. Oczywiście mają swoje zdanie i trudno je przekonać do pewnych rozwiązań. Pamiętam, że Małgorzata Foremniak długo była przywiązana do niebiesko-szarego koloru swych włosów, przy którym bardzo wyraźnie widać było odrosty. Potem to na szczęście zmieniła – mówi Berendowicz.
Drogi jak fryzjer
 
Coraz mniej jest rzemieślników, którzy podetną włosy za mniej niż trzydzieści złotych, a coraz więcej stylistów fryzur, którzy rok, dwa lata po szkole, pracując w renomowanym salonie, mogą zarabiać na rękę nawet 3-4 tysiące złotych. W Opolu o takich zarobkach marzy niejeden absolwent wyższej szkoły z dziesięcioletnim stażem.
 
Fryzjerski status finansowy może niektórym poprzewracać w głowie. Powszechnym zjawiskiem jest, że takie utalentowane "gwiazdy” po kilku latach pracy w renomowanym salonie otwierają własny. Ale bez zaplecza silnej sieci fryzjerskiej to trudne – mówi Beata Berendowicz.
 
Nieprzypadkowo Opole nazywane jest miastem banków oraz salonów fryzjerskich: nowe powstają, a właściciele starych wciąż szukają pracowników.
Wdzięczność klienta
 
Anna Zenkovska przyjechała do Opola z Ukrainy, ma 10-letnie doświadczenie jako fryzjerka, jest laureatką międzynarodowych zawodów fryzjerskich.
 
Zdziwi to panią, ale na Ukrainie fryzjer ma jeszcze większy prestiż. To wynika między innymi z rzetelnego ich wykształcenia. Zawodu uczymy się albo w trzyletnich technikach, albo w prywatnych pięcioletnich akademiach, gdzie wszystko wygląda jak na studiach. Uczymy się tam historii mody, stylizacji, fryzjerstwa, a także wizażu, no i oczywiście praktycznego zawodu – mówi pani Anna. – Po takiej szkole fryzjer naprawdę umie strzyc.
 
To, co ją zdziwiło w Polsce, to system szkolenia fryzjerów. – Jak ktoś przyjdzie na praktyki, to przede wszystkim sprząta. To na kogo się uczy: na fryzjera czy na sprzątacza? Kursy fryzjerskie organizowane są przez firmy lansujące nowe produkty do koloryzacji. Więc polski fryzjer z trzyletnim doświadczeniem nieźle koloryzuje włosy, ale ciąć wciąż nie potrafi. Nawet wysuszyć włosa na szczotce nie umie!
 
Anna mówi, że fryzjer na Ukrainie to taki "szary kardynał”. Czyli szara eminencja. – Wiele słyszy, sporo widzi, z czasem może zostać powiernikiem klienta. – Fryzjerowi można się zwierzać bez strachu.
 
Słucham więc o tym, kto z kim się ożenił, kto z kim przyjaźni, kto komu jest coś winien. Ale zakazałam rozmów na temat polityki oraz Kościoła – mówi.
 
W Doniecku, gdzie wcześniej pracowała, czesała lekarzy, prokuratorów, sędziów. – Mieli różne problemy. Jeden narzekał, że psuje mu się zegarek wart kilka tysięcy euro, inna – że córka wciąż znika z domu. Fryzjer jest spowiednikiem i psychologiem – mówi.
 
Ale lepiej nie dawać klientowi życiowych rad, bo jak się nie sprawdzą – można go stracić. 
Z drugiej strony wdzięczność korzystającego z usług fryzjerskich może być ogromna.
 
W jednym z opolskich salonów jedna z klientek, siedząc pod spa dla włosów, zwykle wciąż jest w pracy: wysyła z laptopa służbowe maile, poprawia umowy z kontrahentami. Raz nawet spotkała się tu ze swym prawnikiem.
 
– Kiedyś zostawiła teczkę pełną poważnych dokumentów biznesowych. Schowaliśmy teczkę, świadomi, że pod naszą opieką jest teraz przyszłość tej firmy – mówi menedżer salonu. – W podzięce klientka chciała sprezentować nam nowe telefony komórkowe...
Artystyczna rywalizacja
 
Fryzjer z ambicjami – jak to artysta – potrzebuje swobody. I dlatego pani Anna wyjechała z Ukrainy: – Bo z Polski pojechałam na fryzjerskie mistrzostwa świata w Paryżu czy Kongres Stylistów na Rhodos. Na Ukrainie wciąż błagałabym o wizę. To nie wszystkie przejawy wolności. Jeśli w Polsce zrobię kolekcję fryzur ślubnych i zaproponuję branżowym pismom druk zdjęć tej kolekcji – to się dogadujemy. Nie trzeba do tego znajomości.
 
Anna Zenkovska właśnie wróciła z otwartych mistrzostw Ukrainy, gdzie zdobyła 3. miejsce. Szykuje się do kolejnych zawodów – mistrzostw o randze światowej: – To jest jak hazard, gdy wygrywam, to tak jakbym trafiła główną nagrodę na loterii – mówi. Na ostatnie zawody na Ukrainie Anna wzięła z sobą: fotografa (mąż), modelkę, osobistą asystentkę. Opłaciła im podróż, noclegi. Na szczęście nie musiała płacić honorariów modelce i asystence, bo tego budżet już by nie wytrzymał. – To przyjaciele – mówi. – Z modelką ćwiczyłam przed mistrzostwami w jej mieszkaniu, nawet do północy.
 
Trening jest bardzo ważny. Aby wykonać kok czy kok z upięciem, fryzjerka na zawodach ma od 20 do 23 minut. Włosy trzeba więc przygotować na takie ekstremalne zadanie. – Trenowałam po kilka godzin dziennie. Jak się włos wytresuje, to wystarczy raz przejechać przez niego zgrzebłem, a już się ustawia jak chcemy. Nawet pod włos – wyjaśnia Zenkovska. – Wtedy można wyczarować z nich prawdziwe cuda